Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


no? — a taki Ester, nie gniewajcie się kolego, nie ma trzydziestu złociszów na miesiąc; los, nie? — pięć lat medycyny, sześć lat praktyki szpitalnej — Rozżala się Eilper —
— cholera! — klnie Oborski — akurat żeście się wybrali — huzary pogrzebowe —
— akurat do maści —
— nalewajcie no wina, źlamdacze, zdrowie pań! —
— jakich zaś pań?! —
— zdrowie muz! — poprawia Ester, i, ni przypiął ni przyłatał, powtarza takie tam swoje: — chociaż pan i mężczyzn uwodzi, pan musi mieć z tego powodu masę kalafutryn życiowych — napaści, gniewów, fochów — nie? —
Uczeńcowi skwapliwemu Maasowi nawijają się asocjacje, poprostu tkwi w tym teraz i chętnie pozbywa się nadmiaru myśli, które potrafią być tak natrętne i mglące jak niestrawne jadło —:
— zdumiewająca historia z witaminami E — samice bez nich tracą w zupełności instynkt macierzyński, samcy staja się bezpłodni ba, nie tylko to, brak witamin E wywołuje już nie tylko zaburzenia fizyczne lecz i psychiczne —
— więc motory zapalczywości płciowej i instynktu macierzyńskiego to witaminy E — ? —
Ester wraca do swego:
— zdrowie muz —
Ex!
Wypili bez żadnego poszanowania; haustem.
— wiecie — skanduje Cyprjan powoli i tak jakoś obco, że aż nieprzyjemnie; szczęki zacinają się