Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


a był
elon lanler liron
elon lania bibon bonbon
elon lilon lanler
a był
liron elon lanler
lalon lila bibon bonber
a był chłop dzielny
lanlanler
i bardzo dużo pił
elon lanler
bibon banber
i bardzo dużo pił —

. . . . . . . .
— ? —
— Tuwimus magnus — oczywiście —
— elon lania bibon bonbon —
— zauważyliście, jak myśmy się tutaj owierszowali?, taka aura — mówi Maas — gdy wchodzimy, wchodzimy w poezję —
— olimpem też zwaliśmy tę seperatkę —
— rzeczywiście; mówiliśmy: na olimp, idziemy na olimp —
— i jeszcze jutro, a potem pan sobie pójdzie, a my zostaniemy —
— i będziemy się nędznie borykać i ustawicznie, bezsensownie się żalić, że niby niesprawiedliwość i że wszystko tylko marka — tkwimy w zawodowości po szyję — taki profesor z marką za jedną konsultację zgarnia trzydzieści złociaków, przyjmuje sobie tylko pięciu pacjentów dziennie, policzcie tylko! —