Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— bylem przebrnął przełom, w tej drwili jestem w pasie przełomu —
Brzęk! — zdrowie tysiącleci! —
Cyprjana ogarnęło nagłe znużenie i zniechęceń nie. Siedział wpoprzek łóżka, w kuczki, po „turecku“, wsparty plecami o ścianę; — dokoła narkotyczne odurzenie i dokoła też porozsiadane te persony doktorskie; zadymione, rozsnute światło nie sięga w dół — tak też z pomroku jakby z suchej wody wyłaniają się popiersia tylko — — jest trochę jak w panoptikum, sztucznie i niesamowicie — magia nikotyny alkoholu i emanacji mózgowych; — cztery kochane głowy; — ludzie pełni dbałości i pomocy i rzetelnego kamractwa — — i przyrodniczo myślący i radykali też — dobry materał ludzki, wyraźny i czysty — — no i cóż — jak to wyjaśnić i jakimi słowami to powiedzieć — o tym szalonym odskoku, o przepaści między tym co jest, a tym co idzie, co przyjść musi! — ? — rozumieją, owszem, i zrozumieliby wszystko, prócz tego jednego: świadomości globu, którą w siebie trza przejąć i podnieść do najwyższego natężenia — żeby ta złowroga struna drżała nieustannie: sejsmograf świadomości ziemi połączony z aparatem mózgu: kontakt przerwany nawiązać nanowo — — i to już jest obce, lub prawie obce wszystkim i wszystkiemu; tu właśnie rozpoczyna się !odowata samotność —
Oborski pogwizduje czardasza.
Ester znów poetyzuje:
. . . . . . . .