Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zdanie oderwane, nurtem, dnem płynące wyrzucają się jak błyskawice ryby z rzeki nakrytej ciepłym zmierzchem:
— ludzie głęboko etyczni wypowiadają zdania sprzeczne z moralnością ogólną, przeciwnie, nieetyczni nigdy myślami swymi i postępowaniem nie mącą i nie nadwyrężają istniejącego porządku moralnego—
— a co pan teraz? — Maas tak to zrozumiał, przytem jest ciekawy, chce wszystko wiedzieć; chce być au courrant; precyzuje: — co pan teraz będze pisał — ? —
— drogi, kochany — cóż ja mogę powiedzieć, tu się nic konkretnego powiedzieć nie da; tak ogólnie chyba, że odkłamanie powszedniości, więc autentyzm, pobudki i działania in statu nascendi — — wydaje mi się, że cała konstrukcja dotychczasowych powieści i dramatów jest bez sensu, — omijania, przemytnictwo, rezultatywność na podszewce przeżutego psychologizmu — tarcza zegara, o, widzi pan, a mnie interesuje mechanizm — od niego zależy ruch wskazówek, i coś niepomiernie ważniejszego: czas! — — tak, mechanizm i ręka, która go zdziałała: praca! — — zaręczam ci kochany doktorze, że niezależy mi na zasięgu w obrębie prowincji tak zwanego narodu, nie chcę też poprzestać na czytelniku mnie współczesnym — dobry czytelnik-współpracownik to obywatel globu wszystkich tysiącleci — — inaczej nie warto, szkoda czasu i wysiłku —
— zarozumiałość non plus ultra —
— nie, kochany, nie — pewność —
Po chwili: