Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zdrowie! — na wielkie, dostałe, mądre zdrowie człowieka!
Odpomina się Cyprjanowi:
— opowiadał mi ojciec, a winiarz to był znamienity, że wina, te długożyjące zwłaszcza, wiadomo, nie wszystkie wina mają długi żywot, niektóre umierają młodo i, zaprawdę, nie one są ulubieńcami bogów —, że więc wina wyborowe i doświadczone nie zrywają kontaktu ze swą macierzyńską latoroślą — lecz, że właśnie w kontakcie psychicznym z nią żyją;— wiosną, uważacie, wiosną, gdy na uroczych zboczach Burgundii i Węgier winnice zakwitają — po wszystkich piwnicach pachnących chłodem i estrami burzą się wina w beczkach, antałkach i flaszkach, jak owa neopolitańska krew, tyle, że bez szalbierstwa a z żywiołu — burzy, buczy i szumi pszczelnie i pasiecznie — tak się, widzicie, swą zacną płcią ku tamtej, też swej płci przechyla chutnym mamrotaniem — — przecież to wspaniałe! —
— czy to jednak prawda — ? —
— ach to już obojętne, sama treść jest cudna! — przecież to też obojętne czy muzy naprawdę istnieją i czy Apollo piękny i nagi poeta napełnia je swym szałem — to, że są wiedzą naszej świadomości, że budzą sobą zachwyt i upajającą malignę — to już aż nazbyt wystarczające istnienie! i, powiem, najwznioślejsze! — nie żyć a istnieć — to chyba najwyższa, najdoskonalsza forma bytu, najszczęśliwsza napewno —
Ester:
— tis good, though music oft hath such a charm to make bad good, and good provoke to harm —