Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Doktor Maas jest skrupulat — pilnie na zegarek patrzy — choć to tak akurat na minutę nie musi być; pozarażał tym innych — jak ich czterech tak też we czterech baczą na odmierzony czas — — pod koniec liczą minuty, a w ostatniej, sekundy — przytupują nogami, olbrzymie cztery sekundniki —: raz — dwa — trzy — dwadzieścia — dzieści — dziesiąt — sześćdziesiąt! — stop! — hurra!
Otwierają ciemnozieloną, w czerń aż wpadającą butlę — a nagrzali ją wpierw do potrzebnej temperatury takim rudym okładem gumowym jak na brzuch — Oborski, specjalista, copochwila ją obmacywał, żeby nie przejrzało, powiada; — leją do pobrzękujących radośnie na szklanej płycie nocnego stolika kieliszków — cieknie bełkotliwą strużką żywa krew ziemi — burgund — Pomar —
Brzęk — dźwięknęło pięćkrotnie — na zdrowie!!
Rozkoszny, cierpki, płynny żar! Wsmakować się w każdą kroplę! — język, dziąsła i podniebienie — niechaj biorą udział w dionizyjskiej fecie — — smak: wytrawność i tkliwość; węch: nagrzane białym słońcem zbocza z kształtu podobne do piersi kobiecych; dotyk: nieco leniwa, ciepła, pożywna krew globu, esencja planetara, dar mądrych bóstw: ziemi i słońca; wzrok: rubinowa otchłań na dnie kieliszka podniesionego ku rozśmianym, przymrużonym oczom; słuch: cmokliwe siorpanie, skanzja zachwytu, łagodne, wiosenne strumyczenie wygodnym przełykiem — — oto w organizm, w żyły, w mózg, w serce, w płeć — wlewa się bystra uciecha, radosny skowyt szczenięcy, rozległy, zataczający się śmiech Menad — — na