Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Słowa ważne na niby są spoza żelaznej ściany i z innego świata; nie, nie żelaznej! — są spoza grubej skały i wysokiej: więc tylko uderzeniami porozumieć się można, alfabetem więziennym; — skąd te asocjacje?, ach tak! —: seans, wypukiwane odpowiedzi; prośba o materializację: zjaw się duchu! — a duch: a kuku!
Taka to jest — była pierwsza w życiu asysta na próbie; — i absolutnie niewiadomo, które ruchy są tamte, a które te, które z działania, a które z ulicy. Dopiero przyzwyczaić się trzeba — jak w mroku do patrzenia — wreszcie po dobrej chwili coś się widzi, odrobinę, coś się rozumie, piąte przez dziesiąte, coś się wie, nie wiele — i, że całkiem to inny, odmienny aspekt — niby inny świat — jego tajemnice, jego arkana, jego technikę trzeba poznawać! uczyć się jej!
— jakież wrażenie? — tak to sobie pan wyobrażał —? Pytała o reżyserską architekturę w przerwie między jedną sceną a drugą; sama nawet nie markuje roli; jej kwestie (nauczył się tego słowa) opuszcza się po prostu.
Wymienili już sporo uwag w listach. Właściwie wszystko było wiadome już, już ustalone: obsada, wejścia, sytuacje —
— u mnie było mniej ruchu wtedy —
— kiedy — ? — gdy pisałem pisanie a scena!
— oczywiście —
W półćmie sceny z napierającą od widowni owalną nocą — twarz jej była, czy wydawała się tak