Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zważcie: może to już jedyne dziś miejsce na ziemi, w którym ziszcza się objawienie, przecież to jest pjlana Pana i Muz, miejsce postoju orszaku Dionizosa, przecież to zarazem uroczysko pod świętym dębem, kupałowe — i, znów, miejsce koźlich pieśni czarujących sok winnej jagody — i tu się dzieją golgotowe ofiary i tu rozbrzmiewa szeroki śmiech radosnego, powszedniego życia — — przecież te wyżarte czasem plamy na ścianie, obtłuczony i zdarty tynk niby — to, spójrzcie! — cień Chrystusa i Falstafa — a oto pracownia Fausta, któremu Chochoł przygrywa senną pieśń — — i już przecież sami wiecie, że tu, że tu, że stąd, z tego miejsca... najpierw to, że tu rozegra się tragedia ginącego świata i że stąd też — ze sceny — ogłoszony zostanie manifest nowego ładu — podadzą muzykę radosnej wieści megafony placom i ulicom — rozniosą go fale radiowe na nowej, odmienionej antenie w miasta i wsie: ogłosi tedy mowa ludzka erę pokoju, kres trwogi sianej przez złowrogie sobory i rządy, entuzjazm życia, które przestanie być upiorem straszącym — —
Dzwonki.
Próba.
Wszystko tu, w tej pierwszej obsesji, bardzo dziwaczne, zdumiewająco nonszalanckie; dramatyczność w cywilu, wzniosłość i ekstatyczność w kostiumie przechodniów; — aktorki płaszczy nawet nie zrzuciły; z torebkami w rękach; puderniczki z lusterkiem. Stół kulawy, krzesła gięte „wiedeńskie“ i t. d.— Nic się też tym niedopasowanym, diablo obcym słowom nie wierzy; i ufać nawet kłopotliwie; uczucie jakby nas nabierano, szklono i wywodzono w pole.