Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dociekliwą żądzą autentyzmu — ten już spełnia czyn społeczny. Nie jesteśmy, nie możemy być organizmami oderwanymi od otoczenia, od epoki, od czasu
— przenigdy! — pisarz skupia zło i dobro, współczesność całą jak w soczewce, promień przez jej ognisko przepuszczony jest ostry i żądliwy — dobrze skierowany pali, parzy, podnieca, niepokoi; przedłużeniem tego promienia jest przewidywanie pełne dyrektyw przyszłościowych —
— w akcji pan weźmie udział — ? —
— oczywiście; wprawdzie trybuną moją, działaniem, nawet demagogią jest słowo — i toby mi mogło wystarczyć — — lecz udział wezmę; — trzeba
to wiedzieć: ważny rok! przełom! data zwrotna — nie może nikogo z widzących brakować — za dwa,
trzy tygodnie nastąpi moment deklaracji; pojadę — — kadry mózgów muszą być zdyscyplinowane; potrzeba ich będzie wnet: montaż jednolitego frontu; — — osobiście chcę wyplenić wszelką, chociażby najbardziej utajoną mrzonkę o tym, że jakakolwiek przemiana doli ludzkiej jest do pomyślenia bez zmian ustrojowych; są, którzy się łudzą, że można retormami... to są półśrodki i ćwierćdokonarua, gorsze nawet od pełnego zła: usypiają, wywołują u słabszych jakiś wstrętny błogostan, autozapewnienie — jak autokwit — że przecież jest lepiej, że idzie proszpa, ku lepszemu; zakłamywanie się, obtudzanie! — nie, nie! — najpierw przebudowa ustroju, potem reszta; tylko na żelbetonie można budować niebotyki — a oto idzie; — powiedziałem: mózg?: montaż frontu — otóż to: mózg musi zasłużyć na zaufanie mas chłopsko-robotniczych!