Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tworu bizmutowego, gumowym szlauchem przez wysoko podniesiony lej szklany — — ból to sprawia tępy, rozsadzający; tortury. — Patrzą, pochylają się, badają, naciskają, przerzucają sobie uwagi; — jeszcze wlać! —
Długo to wszystko trwa. Profesor się uparł, że to potrzebne, konieczne, bo kto wie, a nuż prawdopodobnie. Przezorny taki i skrupulatny. Ostatecznie okazało się, że nie potrzeba było; lecz nic nie szkodzi; przynajmniej pewność.
Panna Zosia (— znała już dobrze pacjenta —) podziwiała wytrwałość i wytrzymałość Cyprjana; ani nie stęknął nawet i spokojny taki; pięknie, ładnie wszystko poszło; przedwczoraj było gorzej; no i zastrzyk był dziś silniejszy, to też napewno pomogło —
— najgorsze we wszystkim, dobra panno Zosiu, to jest ta noc przed tym — to mnie właściwie jedynie rozstraja — matka moja, która nie znosiła mroku i ciemności — mawiała: die Nacht ist des Menschens Feind —
Zmęczony leżał w łóżku; z lubością zaciągał się papierosem.
— No to pan już pojutrze? — ja jeszcze jakie dwa tygodnie będę żarł tu wątrobę —
— ano pojutrze —
— źle tu panu nie było —
— źle? — przeciwnie, wypocząłem za wszystkie czasy —
— pod koniec pana trochę wymordowali —
— ech, głupstwo, wszystko to nerwy tylko