Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tylko jak przyroda właśnie, której człowiek nałogowo radości swe i smutki sugeruje — ? —
— poeto! — tamto i to jest tylko refleksem świadomości ludzkiej, która się szamoce w nieustannej walce o dobro, o piękno, o sprawiedliwość, o radość, o szczęście, zwyczajne powszechne szczęście bytowania —
— świadomość! — śmieszna i tragiczna —
— może, lecz nieustanną nadzieją żywa —
Lubieżna Sfinks gładzi się lwiemi łapami po dużych, jędrnych piersiach, zadrapuje pazurem koło lewej sutki — drobne krople krwi ściekają z białego, gładkiego wzgórza; — śmieje się szeroko, i bez poruszenia warg — gardłem i językiem grucha —:
— Irka — —
(— podkreśla sens tego słowa nieprzyzwoitym gestem —)
— czymże w złowrogiej ciszy obramowanej rudą czerwienią świtu, czymże teraz! teraz! — po przegranej stawce jest twój rajfurski podszept, że jedna z samic z innym samcem — ? —
— samo pytanie to jest zawstydzające — — odpowiedź swą pisz palcem na powietrzu — niech ją smrodliwy miejski wiew pochwyci, zakręci i rzuci w śmietnik, tam gdzie już zaczną się rozkładać strzępy twego mózgu — in—te—li—gen—cie! in—te—lek—t—a—lis—to!! p—o—eto; — wrśród popiołu, żużli, brudnych gazet, szmat, waty skrwawionej i odpadków wszelkich gnijących dni i cuchnących nocy — akurat miejsce zdatne — —
Cyprjan opiera głowę o ramę okienną, jest śmiertelnie blady, sine powieki nakrywają przeźroczyście