Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— przeleje się chłopska i robotnicza krew za czyją sprawę, za czyją — ? — — — — — — —
— za ojczyznę? — za jaką? — za czyją — ? —

I znów rozpoczęły się zawstydzające ceregiele. Cyprjan już chyba poraź 20-ty w tej epoce od czternastego pokazywał swą zamyśloną nagość komisjom poborowym; taksowano go po polsku, po niemiecku, po czesku, po kroacku, po żydowsku, i znów po polsku; zawsze: ubojowo, rytualnie. Zawsze musiał, i teraz musiał, teraz to nawet specjalnie: jakżebo ukryć swą mizerną osobę? — to szło połaciami, dzielnicami, urzędami, ministerstwami, ulicami, kamienicami, mieszkaniami, sypialniami. — Opinię tworzyły „panie“ i służące; kobiety; dla nich przecież wszelka wojna jest anamnetrycznym wyobrażeniem walki samców; wojna jest dla kobiet problemem seksualnym; jest nim zresztą istotnie.
Mimo „ochotniczego“ zgłoszenia się do służby wojskowej w imię obrony najświętszych praw ojczyzny — komisja nic uznała Cyprjana za zdolnego do służby frontowej; bardzo też o tę łaskę bohaterstwa nie błagał. To, tamto, owo — w sumie cherlak. Wypisano mu na klatce piersiowej lapisem: wysokość, wagę, kategorię i przydział.
Nie dały się te pieczęcie niewolnictwa niczym zmyć; były wypalone; parzyły; trwały kilka tygodni.
Przez jakiś czas (stricte: dwa tygodnie) pracował w kancelarii głównej komendy ochotniczej; przydział: artykuły agitacyjne, wiersze niecące zapał, i hasła w tym duchu: „jeśli nie chcesz, żeby ci matkę zgwałcono idź na front“ lub: „horda wrogów roz-