Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/098

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— wierzyć? — Cyprjanie — chcemy i musimy —
(ktoś trzeci):
— a pragnieniu fakty historyczne wychodzą naprzeciw z zachętą i otuchą —
— jest niezmiernie łudząco —
— czyż nie? — front przełamany —
— szczerbiec wraca do skarbca —
— kto to mówi? — ach, to ty —
Od stolika z pod ściany głos się wydymia i wije mleczno-błękitnawym oparem — głowa ładna, chłopięca prawie; z pod długiej nawisłej czupryny bieli się gładkie czoło szerokie, niskie — jaśniejsze, od reszty twarzy więc jakby opaska płócienna; — pod ciemnymi brwiami oczy niepatrzące, widzące w sobie obrazy i wyświetlające je, promieniejące:
— strach! — ludzki, nagły strach! — wszystko cofa się i ucieka w panice; masa, chora masa; epidemia; — na drogach i w fosach głodne i bezradne działa i baterie — z chrzęstem i pluskiem pada do rowów, w zastoiny zgniłej wody karabin na karabin, broń wszelka — pośpiech — gwałt — ucieczka — — bo tam już następują — —
— ciszej! — wyczernia się z pod przystrzyżonego wąsa nad białym gorsem —
Więc stłumia się głos tokujący hipnotycznie: — pali się! — psychoza — — poszczególne oddziały, grupy i jednostki — z trwogą w rozwartych, bezsnem przekrwionych oczach — w łachach, które się ledwie ciała trzymają — na poharatanych, obrzękłych stopach, znacząc krwawymi ropami szosy, dro-