Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— drobiazg. Zobaczymy —
Wyszczerzyła zęby z poza czerwonych warg, szczebiotała, gadała, pyskowała wesoło, uciesznie; w przerwach zdań zrzucała z siebie część ubranń — a przestankowania te były jak duże opadające kwiaty: słonecznik koszuli, bladoróżowy gladiolus majtek, strąki akacjowe pończoch, czarne irysy opanków
Stała już przed nim naga, świetnie związana, smagła, zwalista nieco i zasobnie rubensowska, ziemska i zdrowa — duże, jędrne piersi z ciemną sutką; silnie owłoszona; wydzielała zapach dziki nieco i zwierzęcy.
Chodziła swobodnie po pokoju, kołysząc się w sutych biodrach; pośladki wypukłe, naprężone, lśniły różowym odblaskiem lampy.
Cyprjan patrzał zachwycony i odurzony przepychem jej kobiecości. Rzeczywistość odstrychnęła się od niego — odpadły miesiące i lata: wraca zagubiony dzień mitologiczny: szał i żywioł. Bez treści, bez obyczajności, bez komplikacji — pierwotność sama!
Przypomniała sobie owoce. Zrozumiała to tak, ie ten nieco dziwny i odmienny od innych pan, kocha się w kontakcie z owocami; różnych już fetyszystów znała. — Wyszukała za parawanem (czerwonym) dużą, lśniącą tacę — wsypała na nią jsbłka, pomarańcze i gruszki — ułożyła odpowiednio i podsunąwszy sobie tacę pod piersi podała mu je pośród owoców — najpiękniejsze owoce; wziął je do rąk, wypełniał ich boskim kształtem dłonie; głaskał i ugniatał — wsysał w siebie czar ciemnych malin, pasł wargi i zęby na śniadych wzgórzach pachnących zdro-