Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/089

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ten wydatny, odsadzony tyłek — ponad tym wszystkim, jakby w powietrzu, czerwoną ranę ust.
— dobry wieczór — mówi ta rana chropowato, bo to „r“ —
— dobry wieczór —
(gdyby ją można zaraz wziąć — tu — w zagłębieniu bramy, na ulicy, w rynsztoku)
— pan pewnie do mnie —
— naturalnie — dokogóż-by —
— to proszę —
Wsunęła rękę pod ramię; łokieć dotknął kulistej rozkoszy i przycisnął się silniej.
— daleko pani mieszka — ? —
— ach, skądże, blisko bardzo (— chrr —)
Mijali ulice i domy.
(— jakaż wspaniała kobieta; pamięć odtworzyła ściśle jej kształty —)
Weszli w bardziej ożywioną dzielnicę.
(— dorodny owoc ziemi, źrały i soczysty —)
Zatrzymał się przed straganem; zdziwiła się Dora; co?; kupił dużo czerwonych jabłek, kilka olbrzymich pomarańcz i gruszek. Spora paka.
Potem już tylko na prawo; zaułek; brama; sień; wysoki parter. Pokoik wcale schludny, trochę zawodowy i hotelowy zarazem; właścicielka kocha się w kolorze czerwonym: narzuta na otomanie, kapa na łóżku, kilim nad nim — czerwone wszystko; i lampa w czerwonym abażurze.
— pan już był u mnie —
— może pani po niemiecku —
Ucieszyła się.
— bleiben sie die ganze Nacht —