Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— dość trudno będzie ci to wytłumaczyć. Pamiętasz co mówiłam o panowaniu pieniądza. Otóż zamienianie na pieniądze wszystkich wartości bez wyjątku i określanie przy pomocy ilości pieniędzy, stopnia wartości, nazywało się wówczas handlem —
— to ówcześni ludzie niczego dawać sobie wzajemnie, bez pieniędzy, nie umieli? —
— niestety, nie. Trzeba było na to strasznych doświadczeń, zwanych rewolucjami, aby się tego powoli nauczyli. Ale o tym opowiem wam innym razem. —
(d. c. n. zależnie od zainteresowania czytelnika)

Raz jeszcze odczytał Neringowi na głos ten list. — Z radością wsłuchiwali się w stąpania kroków po dalekich gościńcach bitych marzeniem, brukowanych wiarą. Lecz tylko takie gościńce materializują się.
No to — dziękuję ci panie Marianie.
Ulżyło!

Dnia któregoś pojechał Cyprjan niezmiernie rozklekotanym pociągiem do domu. Popędzał lokomotywę, lecz to niewiele pomagało. Ale dojechał. Zawsze się dojedzie. Wisia jak zwykle, jak teraz już zawsze: apatyczna, pochmurna, milcząca. — Lecz dookoła niej i domu i obejścia: ziemia! — Głos jej pełen archaicznych dźwięków dochodził do jego chciwych uszu: rozumiał go coraz lepiej; dotykał palcami jej ciepłego, rodzącego organizmu porosłego trawami i mchem —: wyczuwał drżenie jej ekstatycznego pędu i krążenia planetarnego, radował się, że jego świado-