Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/061

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zwało. Konieczność, chleb powszedni, świętych obcowanie naskórka wybranego z drugim naskórkiem. Poematy pisać na ten tematl Przecie to są rewelacje. Tylko, że kretyny i zwyrodnialcy najróżniejsi zapaskudzili te rzeczy i pozyskali dla siebie policjantów, iżby nie pozwolili o nich mówić i pisać publicznie. Grzech! Pan bóg nie chce, żeby ludziom było dobrze, żeby się sobą cieszyli i uzdrawiali i potęgowali w sobie siły. Niech pan przeczyta, co wypisuje i wypis- kuje taki kretyn Mauriac w „concuspiscence“, jak gdyby ta concuspiscence nie była najlepszą cząstką człowieka, samca psiakrew! Czy pomyślał pan już kiedy o tym, że wielcy twórcy religii i moralności wszelkich to kawaleria, unikająca kobiet, troszeczkę, powiedzmy inwersyjnie czy perwersyjnie usposobiona i narzucająca swe chore perwersje ludziom zdrowym, jako moralność? Nietzsche zrozumiał kłamstwo tej moralności. — — — — — — — — — —
— otóż siedziałem kiedyś nad robotą. Łeb był pusty, wie pan, jak piec, który nie ma „cugu“ Robota była pilna, terminowa. Paliła się na biurku mała lampka, byłem odwrócony do drzwi tyłem. Nie dosłyszałem, że podeszła do mnie przyjaciółka żony (byłem w domu sam!). Wyciągnąłem ramię, objąłem to, co przy mnie stało, tak jakoś na odczepne: nie przeszkadzajcie, idźcie sobie z bogiem. Ale ramię jakoś spostrzegło inny kształt, inny gatunek marmuru, czy czegoś tam, zagarnęło mocno, przycisnęło do siebie poza świadomością, pieszczotnie, czysto i grzecznie, jakieś usta wilgotne znalazły się przy moich i w następnej chwili uciekły, wystraszone. Ale. miły boże, jak cudownie ruszyło wszystko