Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i giętkie — chłodne, srebrne źródła i ten rocgizany wypaloną gliną ziemi puls drżącego powietrza: — Mau—ra, Mau—ra, Mau—ra; — ona ma ten sam puls jeno gorętszy więc i przyspieszony zarazem, szeleszczący jak krople wody ściekające na żwir: Cyr --Cyr—Cyr; jednotonowe u niej; u mnie dwutonowe: Mau—ra, Mau—ra, Mau—ra — —
Cyprjanie Fałnie bardzo ci się już psuje wzrok — jakże daleko, na wyciąg ręki prawie trzymać musisz ten list — ; — odpowiadam sobie: im bardziej wzruszony jestem, tym gorzej widzę; ach, więc wzruszenie? — tak jest, wzruszenie.
List od Maury — — — gdy się tak daleko list od siebie trzyma, to poza prostokątem listowego papieru, który jest oknem otwartym na wielki przypływ i halny wiatr, na szum, w którym rozróżnić można brzęk i natężony ton pędzącej wokół słońca ziemi, z tym pobuczaniem jak u frygi — a to jest obrót globu wokół siebie —: poza ramami listu: mgli się trzęsący kontur pieca, szklanych drzwi i kawałka szaro-pokostowanej ściany: doczesność wszelka — —:

— powiedziałeś w liście swym (tak dawnymi): schody, i raz jeszcze użyłeś tego słowa: schody, i jeszcze raz. Więc: „schody“! — ? — Czy takie, którymi wspinamy się w górę, czy też takie zwyczajne, po których i na dół się schodzi? — Czy schody jak we śnie Jakóba, który po szczeblach dociera do samego Jehowy, a za tę senną bliskość miano otrzymał „Izrael“? — Czy to „schody“ wiodące począwszy od wierzchołków drzew, poprzez szczyty wysokich gór aż do stratosfery, do tego nowego jestestwa, tylko