Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/035

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


trochę więc: człowiek śmiechu, tyle, że bez Wiktora Hugo; więc i bez pretensji do historii. — Ostrogami wielkimi i wiszącym na długich rapciach pałaszem brzęczał, szczękał i hałasował okrutnie po domu, na schodach, na ulicy, w kawiarniach i t. zw. lokalach publicznych; obstał zdatnie za cała. kompanię; taki rumor wokół siebie czynił. Zuch.
Teraz to już sporo rozmaitych ludzi mieszkało w tym pensjonacie; z kresów zwłaszcza dalekich. Sprowadzali się na kilka dni, na tygodnie, na miesiące i na dłużej. Wszyscy oni bez wyjątku zostawili niezmierne majątki „po drugiej stronie“ — gdyby się tak pobieżnie zliczyło co tam jeden z drugim z tych żubrów i Zubrzyc miał dominiów, latyfundii, obszarów, kluczów. majoratów, włók, dziesięcin — całej, za przeproszeniem, Rosji-by nie starczyło; a to kraj spory, rozległy; wielka ta Rosja. — Wszyscy tylko: Ryga, Odessa, Pitr, Moskwa, Kijów, Charków — a potem już tylko Paryż; mniej nie, zaboga! — Wszyscy teraz z poczuciem należności zabiegali o posady w ministerstwach; umieli wszystko, na wszystkim się znali, posiadali wszystkie talenty i lekko, bez wysiłku wykonywać obiecywali prace bez względu czy się na niej znali czy nie; kresowe poczucie władania i bezkrytycyzm płynący z zarozumiałości; szlachta. — O aktualnych lub przewidywanych ministrach mówili: kochany nasz Władzio, Antosio, Zenoncio, Janeczek — i, że to dobrze, że Ignaś jest, owszem, premierem, bo kuzyn mojego szwagra to krewny brata mlecznego męża jego szwagierki; trzebaż wiedzieć, że ci z kresów byli wszyscy z sobą spokrewnieni, powinowaci, famliia.