Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/023

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mniej. Przezorny i oszczędny Chrzan nie przysparzał jej sobie lekkomyślnie; mawiał też: „gdyby nie zachłanność panów kolegów, starczyłby mi czerwony ołówek na jakie dziesięć lat“. Mówiąc tak wykazywał sposób myślenia globalny i historyczny; ołówek byłby przeżył Msika; to nie byłoby sprawiedliwe. Słuszne też było, że ten ołówek „nie starczył“ — zasługa to wydziału plastyki; panowie w nim zasiadający chętnie sobie coś tam w godzinach urzędowych rysowali — akty kobiece zwłaszcza (— wśród zapisków Cyprjana znajdują się istotnie dwa akty sygnowane, jeden S. D., drugi J. S. —), często też dla podbarwienia tła lub karnacji ciała ściągali zewsząd ołówki.
No i jeszcze wydział muzyki! (biurka tuż przy wydziałach literatury, teatru i prasy). Trzech panów: naczelnik wydziału (biurko wysokie, zasuwane na drewnianą żaluzję, typ amerykański — wszyscy naczelnicy wydziału mieli takie biurka, oraz drewniane karła na sprężynach; można się było chojdać do woli; tyle tylko, że piszczały okropnie, zwłaszcza to Rzykowskiego było jak cała niestrojna orkiestra; biurka referentów to były takie stoły typu diplomatique — skromne, ósmej i siódmej kategorii) — więc w tym wydziale muzycznym: naczelnik wydziału i dwóch refrentów, jeden od muzyki dawnej (archiwariusz), drugi od muzyki nowej. Naczelnik wydziału, przystojny, starszy pan o pięknej, falującej, siwej czuprynie i nieco artretycznie zaczerwienionym nosie — był specjalistą od pieśni ludowych, od ich akomodacji na gust i potrzeby sfer wyższych: estrada, koncert, mezzosopran; pięknie to robił, kun-