Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/384

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Medytacje; — a tłem muzycznym jest akompaniujące postękiwanie nowego pacjenta, w paroksyzmie ostrego bólu.
Dogrywają się myśli jak ostatnia część symfonii d-dur —:
gdy się ma inne, odrębne nastawienie życiowe — trudno i niesposób o tym wszystkim — ma te właściwości Wisi na uwadze — pamiętać; — co pochwila też uderza świadomość o przeszkodę nieelastyczną. — W pożyciu wszystko wychodziło na nieumiejętność, niechęć i opór; — odpowiedź likwidowało się — z jej strony — częstym, zbyt częstym „mhy“; wszystko co skomplikowańsze i warte pokusy rozsupłania — odpadało; pozostawały tylko troski, które wałkowało się ad infinitum; —„i pozostawał pociąg rzadki — z jego strony — lecz silny, autoramentu brutalnego; ileż razy słyszał rano jej słowa: „ktoś mnie dziś w nocy zgwałcił“ — był wtedy, gdy był — nie korzenił się w marzeniu pożądliwym.
Dopiero teraz.
Przy zmienionym do gruntu tle.
W nowych kulisach: miasto!
W tym nagłym podnieceniu, wywołującym wizje lubieżne.
Stolica — ministerstwo.
W tym — wreszcie — absolutnym vacuum pisarskim!
Ohydne okresy! — Okresy trupie i fermentujące, gdy etap co dopiero zdobyty zaczyna ciążyć i nużyć; już jest przezwyciężony — —