Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/385

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— czymże jest twórczość wszelka, jeśli nie ustawicznym przezwyciężaniem — ? —
Do nowego etapu jeszcze kęs drogi, kęs czasu — i tu ta pustka, bezwład, równomierne przyciąganie, stagnacja, nicość prawie; dysgust i gorycz obrzydliwa; lęk: co teraz! strach: a jeśli nie! — miejsca posępne, urodzajne dla natręctw samobójczych.
Że w retorcie mózgu, zasilanym krwią rytmicznie, coś się samorzutnie dzieje, zdarza i wytwarza, coś po za i po przez wolę destyluje — produkt niby, napój skondensowany, balsam, eliksir? — zaledwie odblask nikły tego alchemicznego żaru przedziera się ku świadomości — a ta jest zaniepokojona, głodna, błędna, przerażona. — Poeta jest tylko w swym dziele; w nim jest cały. Żyje wciąż i wciąż umiera; ciągłe agonie spoufalają go ze śmiercią; twórczość jego jest pasem ratunkowym; i tu i wszędzie i zawsze jest tylko zjawiskiem przyrodniczym — wciąż wzrastającym — wciąż obumierającym — wciąż, a coraz bujniej, dorodniej, pożywniej owocującym. Drzewo życia.
Inżynier jęczał wciąż. Cyprjan wstał i podał mu proszek: belladona i papaverina; to uciszy.
Wracając do łóżka — na kilkumetrowej przestrzeni szpitalnej podłogi — potknął się w myśli o próg cytatu, który kiedyś wpisał do notatnika: „kto zaś istotnie walczy za sprawiedliwość, ten, jeśli choć na czas krótki zachować chce własne istnienie, koniecznie musi działalność swoją ograniczyć do życia prywatnego, a do rządów ludowych nie mieszać się wcale“ —
— dlaczego właśnie teraz do zdanie — ? —