Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/325

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


że niebezpieczny, dla wzroku wogóle; chociaż cóż tam na wojnie niebezpieczeństwo! uśmiać się! — Otóż ten facet zaraził się tryprem umyślnie, nie leczył się, przeciwnie pijał wódkę i piwo, i sprzedawał kroplę tego gonokokowego wysięku za dwie korony; dwie korony kropla: zarobek! — zbyt miał duży więc i o produkcję musiał dbać; dbał; ciecz wtarta w oko wywoływała straszną chorobę uniemożliwiającą służbę wojskową i oporną do leczenia; on sam chodził z okiem zapuchniętym, zgorzałym, ropiejącym — dla propagandy i reklamy; dobry kupiec; zachwalał było: „choćby się na głowie stawiali, muszą ci dać „d“ bądź przekonany“ — o tę to bowiem literę walczyło się wszelkimi środkami; już „c“ było dobre; „b“ do niczego, a „a“ znaczyło wyrok! — tak więc różne były sposoby i fortele osiągnięcia zbawczego „d“ lub drogiego sercu „c“; — wiele z nich skutecznych; nawet bardzo; nawet zanadto; — lecz poniektórzy wo< leli umierać w szpitalu niż na polu chwały; gustowi ich nie można odmówić rozsądku.
Dla Cyprjana rozpoczęły się obłędne, dla rozumu zdumiewające, bo niezrozumiałe i ogarnąć się nie dające perypetie: szpitale, badania, obserwacje, konstatacje — wszystko raczej szpiegowskie niż medyczne; — wszystko razem potęgowało niechęć do najdelikatniejszego objawu zdrowia; dobre samopoczucie stało się przekleństwem; choroba — to dopiero coś zacnego i radosnego; coś naturalnego i właściwego naturze ludzkiej; — ciężko chory przechwala się, cieszy — że z tym to już muszą puścić; zazdroszczą mu wszyscy; uczą się chorób, objawów, strategii, lokalizacji; wiedza medyczna kwitnie; wszyscy