Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/324

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


malny lęk zwierzęcia zmuszonego do opuszczenia nory; zgonione zwierzę; wykurzone z jamy; psie-krwie! łotry sobacze! cholery! — — to się jeszcze pokaże! to się pokaże!
Zaraz też w mieścinie morawskiej, gdzie stała „jego“ kadra, pokazało się, że jest jednak bardzo chory i to zwyczajnie, naturalnie chory. Bo można było i nienaturalnie być chorym; enpe: przez wstrzykiwanie nafty pod skórę — lecz odwonionej, pamiętajcie! — te pierońskie regimencarcty już się zwiedziały i pierwsze: wąchają chorego rekruta; — enpe: przed badaniem na jaką godzinę piwo z dwoma pastylkami aspiryny — też dobre — trzeba przy tym stanąć przy ścianie i łokciami kilka razy fest w mur walnąć — skutek zdumiewający: imitacja ciężkiej wady serca; — dobry też jest wywar z tytoniu, z machory podłej niesaletrowanej — trzy razy dziennie szklanka; ta naczczo najważniejsza; nieprzyjemne, mdli, rzygać się chce, ale trzeba to przetrzymać; znakomite! — jeszcze lepiej, jeśli kto może kąpać się równocześnie w gorącej wodzie kilka razy dziennie; takiego to już do wojska nie wezmą, na lata ma zdrowie zcharatane; — byli też specjaliści od łamania rąk i nóg — zestawiali umyślnie źle — no to kaleka; po wojnie może to sobie wszystko poprawić, jeśli właśnie o poprawność gnatów taki dbały; ale z tym wybredzaniem ostrożnie, mówili fachowcy, bo te wojny teraz co po chwila wybuchać będą, choćby z przyzwyczajenia; — a był tam wtedy wśród bellonowych znachorów, zamawiaczy i kurfuszerów taki jeden, szprync, który wykombinował rzeżączkę w oczach; to był pewniak; to był pewniak — tylko