Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/323

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzania, statystycznego chociażby, zwyczajnych zjawisk, tych napodorędziu.
Wiewiórki rude i popielato-brunatne harcowały po sosnach, obgryzały nowe pędy, wyłuskiwały z tupetem szyszki, rozpryskając na boki pochwy ziarn i rzucając nagie ogryzki, zaglądały chytrze do gniazd — napastowane przez wystraszone wrony, zwinnie i przekornie, szybkimi zwrotami okrążały, gniewnie cumkając, grube pnie; wrony starały się je strącać skrzydłami; natrafiały już tylko na korę.
Żywica — odurzający zapach —
Usiadł obok źródełka, tryskającego spod korzennych szkarp starego buka; kora na nim jak skóra wężowa, albo raczej jak noga słonia, taki kolor i chropowatość fałdzista, i brodawki... skąd się ten obraz, podobny, bliźniaczy — przypomina?... to ten sen; skojarzenie anamnetyczne: no taki — na pniu na wysokość podniesionej ręki napis erotyczny, krótki, prosty, wymowny — —
Niechże się to nie gmatwa!
(Cyprjan nakazuje sobie dyscyplinę myślową; z trudem jednak zdobywa ład; jest wzburzony)
Więc niech się nie gmatwa:
— wtedy: ten piękny, cienisty, wonny las — i to jedno: wstyd! nic więcej, tylko to; wstyd; wstyd na myśl, że się było taksowanym jak bydło —, że trza na jakiś czas wdziać na siebie znienawidzony mundur — na jakiś czas, i tylko to — bo co innego, to się jeszcze pokaże — ; — a już najgorszą depresją gnębiące: wyjazd — opuszczenie domu — niecierpliwiąca, niecna nieznośność kolei — lęk przed zmianą miejsca, niedobrowolnie, nieznanego, — ani-