Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/317

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


swej z powrotem ułożone stały się kośćmi bohaterskimi. Od śmierci zdrajców zmienił się nieco świat i pogląd na rubrykowanie kości ludzkich też się zmienił, jakkolwiek chemiczne ich składniki pozostały niezmienne.

Więc: powrót.

Pani Kle była bardzo markotna. Mąż jej był umierający; choroba rozwinęła się po swój kres; — tygodnie i tygodnie bez pokarmu — już i łykanie ocukrzonej wody sprawiało trudności — wreszcie i to stawało się niemożliwe. — Nie jedzono przy chorym; delikatność; lecz brzęk talerzy w sąsiednim pokoju, żucie i łykanie — a słuch jego chwytał najcichsze tu, skrywane dźwięki i w łaknącym mózgu powiększał do złowrogiego mlasku wszystkich jedzących stworzeń, cały świat gryzł, marniał i łykał — wprawiało go w szał; krzyczał rozpaczliwie, wył i szlochał — pomstował i przeklinał. — Więc unikano wszystkiego co miało jakikolwiek związek z. odżywianiem; jedzono po kątach, w kuchni, sieni, pokryjomu; — Genia coraz bardziej dzika i wybałuszona, uciekała z kromką kukurydzianego, z trocinową ośrodka i odparzoną skórką chleba na strych lamusa, tam żuła go godzinami; zdarzało się, że rozczochrana stawała w zapajęczonym oknie i miauczała żałośnie; duże łzy ściekały jej po porowatych policzkach; — wracała sino-blada, z podkrążonymi oczami; odpowiadała bełkotliwie i nie do sensu — każdym najzwyklejszym pytaniem i zwróceniem się do niej — zaskoczona i spłoszona. — Chory — pomimo