Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/297

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— co panu jest! — co się stało! —
I on już też krzyczy ku fałnowemu łóżku:
— co panu jest! —
Po chwili biedzi się przytomna odpowiedź:
— nic — nic! — — oszaleję — oszaleję —
(Włodek Kusz powlókł się był już wcześnie do prześwietlenia — dzisiaj, na tę seperatkę to padło).
— panie Cyprjanie! — co panu jest? — zbladł pan — trzęsie się pan — i wogóle —
— tak — wogóle — nic, nic, absolutnie nic — — właściwie —
Serce łomotało w piersi boleśnie, ból szedł od lewej strony, ku ręce; obezwładniał ją — — i ta niecierpliwość w nogach, dokuczna, rozstrajająca, zmuszająca do nagłych podrzuceń —
— cały pan drży — ja po lekarza...
A Cyprjan już stoi przy łóżku towarzysza Tadeusza Neringa i mówi przychrypłym szeptem i konspiracyjnie:
— wy mi, Nering, z tym lekarzem nie wyjeżdżajcie — to wszystko nic nie jest — priwatsache, mówią Niemcy —
Stał przed nim rozwichrzony, z sommabulicznie rozszerzonymi oczami — pogański ekstatyk! — Mógł Nering dojrzeć (— nie dojrzał! —) wyświetlające się poza Cyprjanem słoneczne błonia Helikonu — nimfy i centaury w uścisku — najady zapraszane przez faunów do chłodnych przybytków dryjad, w cień przemienionej Dafnis, w ten cień pachnący macierzanką, tymiankiem, skabiozą i melissą.