Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/289

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bia Kocio — absztyfikant panny Tosi; — obok stołu stanął na baczność, szczęknął obcasami — trudno było witać się inaczej więc tak, i ręką serdecznie lecz z odcieniem protekcyjności; — nachylił się ku pannie Tosi i prawi już coś niezmiernie uroczego — panna Tosia, blondyneczka, uśmiecha się i zalotnie przekrzywia główkę.
Skrzący pan Leon opowiada reszcie jakąś anegdotę żydowską (oczywiście!) — on się śmieje, wszyscy się śmieją, nawet smętny pan Stanisław, który przytem ukazuje rozstawione, cienkie, spiczaste zęby; szczur.
Cyprjan czuje się obmierźle; mówi do Wisi:
— szkoda, żeśmy sobie nie pojechali za miasto —
A ona mu na to:
— właśnie, właśnie —
— i sami — Spojrzała nań czule.
Wypili piwiarze już po kilka bomb, a tu ten podwójny wąsal czy dubeltowy brwiarz: — jeszcze kolejka! — jeszcze jedna! — i jeszcze; — może tego było siedem, może osiem bomb na twarz; takiego piwa! — nawet do łba szło — tak ociężale, usypiająco myśli, które poczęły się ślimaczyć i podpierać mury czaszki, znudzone i otępiałe; ale to byłoby fraszka; z głową zawsze sobie rady dać można; — jest znacznie gorzej! — ten nadmiar moczopędnego płynu począł rozsadzać pęcherz. — A tu taka socjeta, a tu taka parszywa obyczajność i głupi, fałszywy wstyd; i obok narzeczonej się siedzi; i te Marylki, Zosie, Krzysie, Wandzie — na obserwacje tylko nastawione — niczym przecież innym nie zajęte.