Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— wilia, panie dobrodzieju, pójdziemy sobie piwa żałować? — tego by jeszcze, panie dobrodzieju, brakowało w tych czasach ciężkich; — pijcie panowie, prosił — Cyprjan zwijał się i wył w sobie; — już, już chciał wstać — i znów go zatrzymało; u Puchera tłumy, ani się przecisnąć; świętują tak wszyscy; — i jakże? — na oczach wszystkich tych panien i Wisi iść wprost do toalety — — na szyderczy dobitek: właśnie naprzeciw nich, o jakie dwanaście kroków, za gęsto obsiadłymi stołami naigrawa się, półkoliście na mosiężny kabłąk kółkami też mosiężnymi nanizany, czerwony wojłok z napisem — na szklanych taflach złoty napis: „fur Herren“, „dla panów“ — w dwu językach. — Szczęśliwi, ach jacy szczęśliwi (— nie wiedzą psiekrwie o swym szczęściu! —) wchodzą sobie i wychodzą; poniektóry jeszcze majstruje palcami przy guziku — chociaż przecie „garderobę należy uzupełnić na miejscu“ tak jak i „przedmiotów stałych do muszli wrzucać nie wolno“; to są jednak piękne myśli! — a taki szczęściarz to sobie po dwa razy może wejść i wyjść — jakby akurat zapragnął; i więcej; i jak długo mu potrzeba! — Ciągle za ten wojłok wchodzą i znów wychodzą — nawet zawiewa amoniakiem. — Raz to ten sakramencki wuj powiedział:
— źleśmy sobie siedli, czuć tu panie dobrodzieju —
Cyprjan szybko dodał:
— możnaby już pójść, istotnie nieprzyjemne to, i piwo tym zapachem przechodzi —
— przesada —; wyszumiał wuj, a panny za-