Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ale dziś na wyrypy kupowali ludziska, a to panie przede wszystkim, bo miejscowe pułki, zwłaszcza zaś konnica, dragoni nasi ukochani, na front idą, dużo tego idzie, a co do bibułki to wyszła: — więc tak z tymi obnażonymi kwiatami paraduje; wstyd doprawdy; — do tego to osobliwe oświetlenie ulicy — łatwa i natrętna assocjacja; nigdy się tego nie zapomni; kwiatów już nie będzie, o co nietrudno bo stworzenia to niewytrwałe, mimo, że je Wisią pieczołowicie w pudełku z kapeluszami przechowuje — a pamięć, a w pamięci zostaną — w tej formie właśnie, razem, w fantastyczny, groteskowy bukiet spięte; — a tu jak na złość do tramwaju kawał drogi, a na dorożkę nie starczy — bo te kwiaty; — wogóle lepiej pieszo iść; — lecz znów tak przez cały Wiedeń?! — wojna! — a on z kwiatami — i to tak!
Istotnie zwracał uwagę tym barwnym wiechciem: trochę goździków, kilka mętnych róż, gałązki mimozy, trzęsionki jakieś, asparagus też, wszystko na tle paproci. Przechodząc obok jednej z bram, przy której stała sobie plotkująca gromadka chłopców i dziewcząt usłyszał:
— jo, schau mai, der ist ganz gewis auf Heiratsfüssen —
Nieprzyjemne. Cholery wszystko wysznochtają i obśmieją; możeby tak lepiej środkiem iść? — ale jakże tak jezdnią!
Skręcił teraz w ulicę szeroką — trzeba ją przejść wpoprzek; lecz mowy o tym w tej chwili nie» ma! — po obu stronach natłoczone, gęste szpalery łudzi — środkiem maszerują pułki; na front! — idą czwórkami ludzie zmęczeni i zrezygnowani, ska-