Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/259

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tował? siedem ker — ? — no więc, patrz pan z czego pan żyje a nie tam Rosję obszczekiwać —
— Moskale, panie ten, sparszywieliście tam wszyscy, sparszywieli —
(— a Wisia się tam tłucze, całą noc, a może i przez dzień jutrzejszy tłuc się będzie — teraz z tymi kolejami —)
— a wy niby co, Austrywcy, czekoladki Wedla — a — ? —
Brzęk pod sufitem wzmógł się gwałtownie.
— myśmy tu mieli wolność, panie ten — Skrzypnęło oparcie krzesła pod ścianą.
— czemeś pan wyszedł, tak nie można jest, czemeś pan tu wyszedł — przecież teraz piki! —
— toćżem karo zapowiadał —
— gadanie! — ja powiedziałem ker, a paneś na wyższe piki przeszedł —
— taki karo ja gram —
— nie!
— a tak!
— nie!
— a tak!
Rzucili karty na stół; rozleciały się po pokoju; — — — W tym momencie oczy pani Kle osiągnęły szczyt zdziwienia.
Krysia przerzuciła warkocz na plecy, schyliła się leniwie i poczęła zbierać karty z podłogi.
Anewrysta począł ciężko dyszeć; astmatyk zaniósł się kaszlem.
Genia patrzyła, ukryta za umbrą lampy, pilnie na mrokiem odgrodzoną matkę; najpierw powoli, a potem coraz szybciej poczęła „huśtać diabła“ chu-