Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mich fabryk broni, dla których wojna to szczytowy okres prosperity; żyć trzeba!
Pan anewryzmem śmiertelnym nękany i pan radca astmatyk tymbardziej byli na siebie i na poglądy przeciwnika rozsierdzeni, że mieli zgolą różne zapatrywania na preferansa, na reguły zasadnicze, którymi należy się w grze tej kierować, zwłaszcza zaś na końcowe obliczenia, które przecież są rezultatem, do którego się dąży przez wiele pracowitych godzin; jeden z nich był przyzwyczajony do zapisywania „kur“ i „punktów“, drugi do „puli“ i „sztonów“; nidy się im nie zgadzało na końcu; poza tym królewiak gardził „mizerkami“, które były rozkoszną gratką dla galicjaka. Tak więc nic ich nie łączyło, a rozdzielało wszystko.
Grze ich i kłótni polityczno-preferskiej przypatrywały się znudzone panienki: Krysia i Genia; Krysia co pochwila utrwalała oburącz kokardę przy zwisającym na lewą pierś warkoczu; Genia patrzała nieruchomo przed siebie i śliniła blade odęte wargi. —
Pani Kle siedziała w mroku przyściennym mocno wparta w oparcie krzesła; noga za nogę założona; — patrzała na Cyprjana z coraz bardziej wzrastającym zdziwieniem.
Cyprjan siedział obok grających przy stole w pośrodku pokoju. Na stole lampa naftowa. Przysłuchiwał się różnicom zdań starszych panów; głosu nie zabierał; poco zwiększać zamieszanie. W pewnej chwili usłyszał — znał je już! — ciche brzęczenie pod sufitem; jakby dwie osy obijały się o twardy mur. Zbladł.
— niechże pan już wychodzi — co pan zlicy-