Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/249

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


oczy nabrały koloru przejrzystego pergaminu pokrytego siecią liliowych żyłek; wyraźnie zarysowały na powiekach źrenice.
Przebieg sprawy przepisowy: pierwszy pocałunek nie wywarł na nim specjalnego, godnego podświadomości wrażenia, został na powierzchni pamięci, a jeśli wyparł swym ciężarem gatunkowym nieco myśli — to równocześnie tracił na tym swoim pulchnym ciężarze, aż po łatwą zwiewność; skonstatowanie; przyjemnie, owszem, ale żeby zaraz!... Na niej zaś — rozciągnięte na zgłoski — wrażenie nie-za-pom-nia-ne! — I to jest właśnie „przepisowe“; zawsze tak.
Odtąd wywoływała — Wisia w Cyprjanie — często „złe instynkty męskie“ — i boczyła się, gdy dostrzegła, że znów została wycałowana. I to też zawsze tak: prowokacja. — Nareszcie wymogła na nim, żeby on wymógł na niej „słowo“; ponieważ zaś nie chciała się na to tak od ręki zgodzić — prędziutko byli „po słowie“. Odtąd już sama zadatkowo obdarzyła go łaską pocałunków; skromne zaliczki pozwalające dożyć do momentu zainkasowania kapitału i otwarcia sefu; idylla perfidii preseksualnej.
Wszystko to, oczywiście, stało się poza plecami pani Kle; lecz plecy niewieście mają oczy; niema na ciele kobiecym takiego miejsca, w którym nie byłoby oczu; męskie ciało jest ślepe. — Pani Kle zaniedbywana nieco w tym okresie — miała oczy dostatecznie wybystrzone — wypatrzyła wszystko, nawet o wiele więcej niż wszystko: przyszłe skutki skumulowała z aktualnymi przyczynami — i rozpoczęły się kiepskie czasy; no bo, odrobinę nieruchawa, Wisia też widziała wszystko i też więcej niż wszyst-