Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/250

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ko: przeszłe przyczyny skumulowała z aktualnymi skutkami. Pod tym względem analfabetki i uczone, głupie i mądre, czarne, białe, żółte i czerwone są zunifikowane.
Zaczęły się kalafutryny i nieznośności, zawsze w tych dualizmach źródło swe mające, źródło niewysychające. Jednym słowem: konflikty! Pierwsze tego typu w życiu Cyprjana. Zaczęło się!
I tak:
z jednej strony, że ona kocha i nigdy kochać nie przestanie; dlaczego, dlaczego tak się zmienił?, no dlaczego! — to okropne! — ale ona wie, o, dobrze wie, że on leci na tę głupią gęś —
z drugiej, że jak się to zaczęło z panną z porządnego domu, to tamto trzeba skończyć, że nie można dwie sroki (znowu ptak!) trzymać za ogon — że musi zerwać z leciwym czuczudrem —
z trzeciej, tej cyprjanowej: — zaskoczenie w pierwszej chwili, uczucie gorzkie, że się mimowoli wpadło — potem, wedle dobroci serca, gołębio (ptak!) — tu trochę, tam trochę — — z tego nowe hece i nowe awantury; więc złe dobroci serca rezultaty; — co robić i jak robić? — gmatwanina; kwiczoł (ptak!) w sidłach.
Na dobitek pani Kle przygwożdżona wojną, taką wojną!, nie mogła po wakacjach wracać do Krakowa; zainstalowała się do czasu „gdy liście z drzew spadną“ w odrestaurowanym i na mieszkanie przerobionym starym lamusie, posępnej ruderze kamiennej, którą nazwała „paprotką“; bądź co bądź można było inną nazwę wymyślić; lecz ona „paprotka“, noc świętojańska, kwiecie szczęścia et caetera.