Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chudy, blady, czarna broda, gruźlik — : a, a, i t. d. — dokąd ? — do Paryża, a wy? — wracam; — głupstwo robicie; jedźcie ze mną do Paryża, ostatni pociąg. Więc jeszcze jedno napomnienie! — czyżby ustami murzynki i malarza przemawiał tak zwany los? możliwe. Pierwszy raz podły, obleśny strach zachwiał myślami i wywołał nagły kurcz serca.
I rzekł jeszcze Rerutkiewicz — a już przy nim stała, pod rękę, proszę, z nim, murzynka Karra, kontenta ze znajomości i że razem do Paryża jadą — : i tak się wszystko zawali, niech się psiakrew wali, bylem mógł malować; była istotna mądrość w takim postawieniu sprawy. Karra przytakiwała, sprytnie z gestów wyrozumiała o co idzie; przytakiwała uparcie: zdechni, zdechni! —
Po raz drugi zjawił się strach a z nim żałość, gdy pociąg ruszył — jedno okno żegnało go suchą, wychudzoną, żółtą ręką, drugie białą chusteczką w czarnej, jakby rękawiczką żałobną powleczonej dłoni — — i te lśniące, duże zęby w hebanowej oprawie — — adje —
Po raz trzeci wstrząsnęła nim trwoga, która tym razem szła podziemnym kablem jak dudnienie złowrogie przez całą Europę i przez miliard jestestw ludzkich — gdy mijał granicę pruską. Mosty już wylatywały w powietrze; echo wybuchu powtarzały góry. Szła burza.
W Krakowie ścisk niebywały. Tłoczyły się pociągi z pijanymi rumem i strachem żołnierzami; za bączkiem dębowe liście; — na ścianach wagonów trupie główki i piszczele, szubienice z wisielcami, z podpisem „serb“ — i wogóle: Gift auf Serbien! —