Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i olbrzymie pierwsze transparenty wojny: LATRYNA. — Rojowisko obrzydliwe! — Powrócił pogłos głupkowatej mowy cesarskiego kabotyna — stamtąd — z Unter den Linden — Cyprjan stał pośród niezliczonego tłumu — z balkonu przemawiał rex i pontifex w jednej osobie — z wypomadowanymi na sztorc wąsami: der deutsche Gott muss siegen! — a potem operowym gestem błogosławił, głupiec kulom i bagnetom niemieckim. Wir fürchten nur Gott!
— dokądże to ti biku — zagadnął Cyprjana przyjaciel i kolega Witek —
— wracam z Niemiec —
— toś się wybrał! — a co, do wojska — ? —
— oszalałeś! —
— aha, bo to ciebie nie asenterowali — ale teraz, bracie, wszystkie krypie pójdą — popatrz co tu chłopa! — to wszystko kanonenfuter; wnet też tego zabraknie; — ja tam, wiesz, sram na Austrię — idę do legionów —
Gwałtowny napór nowej falangi rezerwistów rozdzielił ich.
Cyprjan pojechał dalej. Do domu. Zapomniał zupełnie, — że przecież tam jest pani Kle! Myśl nawet przelotnie nie zatrzymała się na tym fakcie niewątpliwie bytującym w coraz bliższej przestrzeni. Odeszło go. W tej chwili zwłaszcza.
Na węzłowej stacji — stop! — dalej nie można jechać — następny pociąg lokalny — może za dwa dni, może i za miesiąc, za rok może. Co robić — ? — do celu jeszcze bezmała trzydzieści kilometrów. Przed dworcem, na zaśmieconym majdanie stoi furka mała, drabinki t. zw. literki, półkoszki, jedna tylko po