Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


erre ce n'est pas la comedie — kein Schpas — faim, maladie, mort, fin — o, tout le monde zdechniiii —
Berlin. Z Karrą tam pojechał. Raz dwa go wyrzucono, jako poddanego austriackiego. Przy braniu wizy znów! Zaczęły się te namolne powtarzania tych samych brecht; to było równie zmorowate jak ciągłe asenterunki: konsul bardzo przejęty i zdenerwowany wrzeszczał: Osterreich muss Serbien vernichten — dort ist ihre Pflicht — a potem było o tym, że najjaśniejszy cesarz może potrzebować Cyprjana Fałna, tenże Cyprian Fałn winien z gotowością, ba radością, więcej! — z uśmiechem oddać życie za cesarza i jego tron! — Niedoczekanie wasze pomyślał niepatriotyczny poddany — i grzecznie podziękował za nader życzliwe uwagi.
Postanowił jednak wracać do kraju. Na dworcu wschodnim spotkał się ze swą murzynką; odjeżdżały dwa ostatnie pociągi jeden do Paryża, drugi do Bukaresztu. Karra jeszcze raz płomiennym szeptem namawiała go: jedź ze mną do Francji! — nie masz pieniędzy? pożyczę ci — zresztą Paryż! — wszelkie możliwości — potrafisz śpiewać ruskie pieśni? — napcwno potrafisz. Uważała go za Rosjanina; tłuma3 czył jej w Dreźnie jeszcze, że jest Polakiem; nato ona: ach so! — rusischer Jude, ach oui! — juif russe — olala! bardzo się cudowała, oblizywała się, jakby smakowała ten egzotyczny specjał. Teraz skłaniała dalej: można tam zarobić; pięknieby to było, odrzekł, niezawodnie pięknie, lecz nie da się zrobić; nie kochać Karra — ? — Tak to zrozumiała.
Przed pociągiem paryskim spotkał się z świetnym młodym malarzem Rerutkewiczem — wysoki,