Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


spowodu niego „jako takiego“, co spowodu jego łgarstw, i to wydaje się być ponad normę ohydne: tych raczej późniejszych łgarstw (chociaż...); bo z początku wszystko, wszystko dla tej jednej, jedynej — dla niej myśli, uczucia, twórczość, sława! — Nawet się, aż wstyd przyznać przed samym sobą, wmawia w nie (i w siebie), że ona przecież jest treścią poematów, dramatów, książek — treścią, rozumiecie! samą-że treścią!! — czegóż można chcieć więcej?! — ano, można: — odrobinę osobistego, niesamolubnego, ich szczęścia! — no a cóż to? nie było to tej odrobiny, może nawet więcej jak odrobiny? —
— ale jak okupione — ! — odpowiadają chórem —
— jesteście upiorami —
Zmaga się i walczy tym pomstowaniem:
— ofiarami jesteście! — żywe w moich ramionach i pieśniach — nie żyjecie poza nimi! — a straszycie wciąż; upiory więc; strzygi! —
Nacierają furiacką gromadą na zasieki myśli — blade, rozwiane, złe, naprawdę złe; włosy ich ożywają żmijowym syczeniem — meduzy — meduzy — przerażające meduzy —
— ty myślisz, żeś nas zbałamucił — ?
— nie, nie myślę tak —
— tyś nas wszystkiego pozbawił; wydarłeś nam życie, krew wyssałeś, rozkosz ukradłeś, radość zabiłeś — —
Szeleszczą teraz wszystkie jak stonogi na pergaminie:
— jesteśmy jak zasuszone w pamiętniku kwiaty: