Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cienkie, kruszące się, przeźroczyste, woniejące wspomnieniami jak paczulą, jak próchno —
— fosforyzujecie —
— nie chcemy być zasuszonymi kwiatami w pamiętniku i szpargałami w szufladach, pamiątkami w komodach! Nie chcemy! — Chcemy być żywe, krwiste, jurne —
— nigdy nie byłyście tak żywe jak we wspomnieniu i na kartach książek —
— zielników! —
— to nawet, wybaczcie, jest życie wyższe — —
— Cyprjanie Fałnie —
— Perseuszu bez jaj —
— Orestesie — Orestesie — Orestesie —
— czego chcecie!!! (— krzyk —)
— chcemy szczać i srać i rzygać z nadmiaru tłustego jadła i z nadmiaru czerwonego wina —
— Orfeuszu —
— chcemy się obłapiać nago, w słońcu jak kozy, klacze i lwice —
— Menady!! —
— i chcemy bździć na twój kaganek celebralnie niesiony przez ciebie, kapłanie Apollina, w mroku i nocy — bździnami zgasimy twe światło, niech zadrży, niech się zachyboce — niech zgaśnie —
— Syreny!! —
— i będziemy knot wtłaczać w oliwę — niech będzie swąd i smród, niech kopci! — ten twój „kaganek“ — może jeszcze (— rechocą —) „kaganek oświaty“? — rzucimy nim o ścianę portowego burdelu, niech się roztrzaska! — niech po nim zostanie