Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— siostro — ? —
— co pan — ? —
— siostrzyczko — ? —
— no co — ? —
— nimógłby ja ją zobaczyć — ? —
— co też pan ma w głowie! — profesor nie pozwolił; sił pan niema — tu się pan leciwie przy wlókł przez próg — a oddział kobiecy jest na drugim skrzydle —
(— poco ona tyle i tak prędko mówi? — to może wzbudzić podejrzenie —)
— sił nie mam, to prawda — ale przecież zajść dałbym rady — na moment — siostrunio —
— ja ta nic tu nie poradzę —
— a kto — ? —
— profesor tylko —
— a jakbym sam — ? —
— nie puszczą pana z kurytarza, na bramie zatrzymują, i tamby pana też bez kartki nie puścili — lepiej wracaj pan do łóżka —
— a jak też z nią — ? — wczoraj mi mówiła siostra, ta druga, chuda taka, — że lepiej, ale że przytomności niema —
— ja tam nie wiem, na kobiecy nie chodzę
Głos inny (to już czwarty: on i trzy kobiety):
— niema co pytać — chora ta i chora —
Westchnienie. Ciężkie i nagłe usiąście na stołku. I znów westchnienie.
W seperatce wszyscy słuchają.
Szeptem:
— to on nic nie wie —
— tragizm to wszystko — panie! — zdecydo-