Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W trzecim pokoju (bo to ta jadalnia przegradza) wątły skrzyp łóżka; — Nawodny przewraca się na prawy bok, albo na lewy — może na wznak — —
Zdjął kapę z łóżka i odsłonił kołdrę.
Obszedł znów tym szlakiem przestrzeń prostokątną — najnierozumniej oparła się pamięć na przy prostokątni — nie — na kwadracie wystawionym na przeciwprostokątni który równa się dwu kwadratom ......nagle zobaczył olbrzymią na pół globu noc i to mizerne pudełko pokoju — samotne — jedno — jedyne na bezludnym, czarnym stepie — i że ktoś zdaleka idzie — ona, oczywiście, Marysia — zapragnał postawić lampę na oknie aby zasygnalizować: tu! — lecz spostrzegł się, że to przecież nonsens.
I znów — przechodząc obok — zasłonił kołdrą poduszkę — wydało mu się, że jest coś niestosownego, brutalnego nawet w tym podgięciu nakrycia z wierzchu czerwonego a od spodu białego; — a wtedy stał już przy oknie i chłodził czoło o zimne szyby. Nim ten krążek zimna przemknął się ku świadomości — stał Cyprjan przy drzwiach — nacisnął klamkę lekko — powoli — długo; korytarz ciemny, na końcu, na prawo — drzwi do kuchni. Poszedł w tym kierunku; wąski, pionowy pręt mglistego rozświetlenia pomiędzy drzwiami przy futrynie — znaczy się: drzwi nie przymknięte — — Drżąc przekroczył próg — dość wysoki ten próg — trzeba o tym wiedzieć, aby się nie potknąć i nie narobić hałasu — — okno od podwórza, a po drugiej stronie żółte światło u sąsiadów — więc w kuchni półćma, lecz tym jaśniejsza, że na korytarzu noc zupełna — — podchodzi do łóżka — łóżko nietknięte, porządnie kocem