Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dulce et decorum —
Więc się to tak samo (jakoby samo!) posuwa; dokąd — ? — niewiadomo. I to nęci właśnie. Słodka i zaszczytna pani! — w tej chwili jestem doprawdy tak zajęty, tak bardzo zajęty! — I nawet do powiedzenia nie mam nic — a równocześnie mam wszystko do myślenia!
Do — odmyślenia.
Do......
Stoję oto u drzwi i podzwaniam kluczami; brama otwiera się opornie. Podcienie — podrabiany romantyzm: krużganki platerowe! — kilka schodków wewte wtewte, żeby było tajemniczo, jak najbardziej tajemniczo — anamneza podziemi, proszę was; — wreszcie poniekąd normalne drzwi; najwyższy czas; — również własnym otwiera się je kluczem.
Ci-chut-ko — —
Cyprjan ostrożnie, bez szmeru przymyka drzwi. Na palcach wchodzi do swego pokoju; rozświeca małą lampę na nocnym stoliku — okrywa ją rozwartą książką — półmrok.
Zdejmuje trzewiki; — spacer po pokoju — po znanym sobie szlaku — tak, żeby parkiety nic skrzypiały — poniektóre kwadraty trzeba umiejętnie wymijać — niedotykane, krzykliwe — lecz jest jedna taka miedza nawskos pokoju, którą można chodzić bezszmernie, nietoperzowo. Serce wali jak odmieńcy — — wyobraźnia, wzburzona i zmącona zbyt gwałtownym przelewem krwi, bardzo niekonkretnie i mgliście wyświetla dalekie, obce obrazy Marysi — tu — z nim — na łóżku — — jak we śnie, gdy to siebie widzi się poza lub obok siebie.