Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z pp. Nawodnych był akurat i uparcie w domu, to znów jakiś nieproszony frajer odwiedził Cyprjana; ludzie przeszkadzali; ich wciąż obecną uciążliwość odczuwamy dopiero w całej pełni, gdy jesteśmy zakochani.
I dziś też tak opacznie. Już z daleka widać, że w jadalni świeci się wisząca lampa wszystkimi gruszkami (zazwyczaj tylko dwie płoną — bardzo to szczerbacie ale oszczędnie); — wszystkie gruszki? — wiadomo: goście! — Uścisnęli się w przedpokoju ciasno i zwarcie, aż im dech zaparło. Rozeszli się smutni. Śnili o sobie; — to sprawiało ulgę, lecz równocześnie wzmagało tęsknotę.
Wczesnym świtaniem matowosrebrnym i przyczajonym, Cyprjan, bardzo spragniony, poszedł na bosaka, z bijącym sercem, cichuteńko do kuchni; — Marysia spała; głowa jej wtulona lewym policzkiem w poduszkę była zjawiskowo piękna — była smukłym kształtem muzycznym, ożywionym dźwiękiem arkadyjskiej sirinks; — stał i patrzał oszołomiony, odurzony, zachwycony; — powoli wyciągnął rękę i pogłaskał snem napuszone włosy; nachylił się i dotknął wargami czoła pomiędzy brwiami — tu — gdzie widać myśl rodzącą się — tu — skąd ona ulatuje w przestrzeń; westchnął i odszedł jaknajciszej.
Znów minął tydzień.
I tego właśnie dnia już rano było wiadomo, że pani Bronia Nawodna wyjeżdża do matki; na kilka dni; matka zachorowała; pomóc więc trzeba w gospodarstwie, i wogóle tak, z miłości. Cyprjan najnieoględniej zmówił się z Antosiem — jeszcze poprzedniego dnia gdy sytuacja nie była tak całkiem