Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


oblizał wargi —) a znam taki jeden nocny lokal z dziewczynkami, palce lizać —
— to jedyne co zostało z średniowiecza, to i kościoły —
— i klasztory, wiesz —
— ano tak, tak —
Już chwytał za klamkę, gdy Cyprjanowi przypomniało się:
— pamiętasz, Pawełku, coś mówił, gdyś mnie pierwszy raz tu odwiedził — ? —
— no — ? —
— bardzoś to dorzecznie powiedział —
— co takiego — ? (— bardzo był łasy na pochwały —)
— powiedziałeś, że papież powinien-był pójść na całego i zostać męczennikiem, rzucić na Musoliniego klątwę za barbarzyński napad na bezbronny chrześcijański naród, niechby go potem, powiedziałeś, duce zamknął, umęczył, spalił — lecz honor kościoła byłby uratowany i wielkiby to mogło mieć na odrodzenie chrześcijaństwa wpływ, pamiętasz — ?
— pamiętam, lecz po zwycięstwie zmieniłem zdanie, biały człowiek niesie cywilizację i kulturę na czarny ląd, ja też jestem białym człowiekiem; zresztą mój spowiednik, gdym mu wątpliwości swe wyznał, uspokoił mnie, ci Abisyńczycy to nie są katolicy lecz właściwie żydzi — a teraz dożyliśmy znów imperium romanum — po tylu wiekach! — co za frajda —
— i ja często o tym teraz myślę, kochany Pawełku, medytuję bardzo serio, żeby wskrzesić stare państwo Egipskie — już mam plan bardzo szczegó-