Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


łowy — państwo Ramzesów i Ptolomeuszów, kult Apisa, nowe piramidy, po tylu wiekach, znów, słyszysz pi—ra—mi—dy!, sfinksy, bo co to taki jeden bardzo z resztą już stary, zrobimy nowego! z żelbetonu! — ogłoszenie imperium Egipskiego będzie dopiero tryumfem naszej pięknej ery — — coś jak nitscheański ring des ewigen wiederkehrs —
Mówił to już — snuł te plany szczytne i godne współczesnego człowieka — raczej do drzwi bo dr Paweł już był wyszedł; obawiał się, że to może ironia, a ta niepokoiła go bardzo; — dlaczego tak-to zrozumiał? ironia? — przecież z tym Egiptem byłaby bardzo fajna opera, pandane do włoskiej — W tej chwili otworzyły się znów drzwi — dr Szpasio wrócił jakiś spieszny i zaaferowany —
— no to dej papierosa na drogę —
— proszę —
— dziękuję —
a gdyby, wiesz co, to aspirynkę, i jak ręką odjął —
— naturalnie —

Po tej niezawodnej wizycie myśl, przerwana jej wtargnięciem i napadem, powróciła natychmiast; czekała czujnie na swój występ.
„Wesele“ to data; — pierwszy wielki chłopski mit zaprzepaszczony szalenizną ojczyźnianą i brakiem jakiegokolwiek poczucia klasowości, tylko, że niby ojczyzna, i że niby wszyscy; lecz jedno pewne: niespotykane w dziejach literatury sugestywne działanie — wtedy i nadługo.
A przedtem: urzeczenie! — bajecznie koloro-