Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przypomniało się Cyprjanowi, jak to po jednej jego enuncjacji „buntowniczej“, nauczyciele w szkołach opowiadali uczniom ze zgrozą, że w do mu tego łotra, co „szkaluje największe świętości na rodowe“ jest skład bomb i sztyletów — i że nocami schodzą się doń anarchiści i radzą kogo należy uśmiercić ; wtedy to Wisia powiedziała, że poprawdzie to niema nawet ostrego noża, żeby chleb po rządnie ukrajać, że zawsze trzeba przedtem na blasze ostrze wywecować a i tak pitwa jak nieszczęście.
— no to dej papierosa —
— proszę —
— dziękuję —
Milczkiem ćmili.
Ściemniało się już setnie. Paweł zaczął się zbierać; z trudem i z sapaniem wlazł, trzęsąc całym ciałem, w płaszcz podszyty futrem; pogrubiło go to do niemożliwości; szerszy niż wyższy; Cyprjanowi, który miał idiosynkrazję do wszelkich mundurów, pomyślało się mózgiem doktora Estera: the man of the place.
Trzymając rękę pacjenta w swej spoconej grabie, rzekł kapitan-lekarz Dr Paweł Szpasio:
— w akcji katolickiej będę propagował bardzo radykalne reformy społeczne; stworzymy antidotum; pożyczki bezprocentowe; ukrócenie dziedziczenia; reforma rolna i t. d. — no, bywaj! — aha, wiesz, byłem u lekarza z tym moim sercem; tak mi już dokuczało, bałem się, żeby mnie szlak nie trafił —
— no i co? —
— powiedział, że mam osłabienie mięśnia ser-