Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


raczę cytatem, lecz jakże mam argumentować, gdy ty tylko wyzywasz, bo to jest wyzywanie i obrażanie, tak uparcie nonsensy podtrzymywać; — a co do tego co mówisz — różne są pojęcia wolności i niewoli — tylko krzywda jest jedna — ; — wolność jest tam gdzie niema krzywd, tak jak i ojczyzna nasza, której jeszcze niema, tam będzie, gdzie powietrzem obywateli będzie dobrem darząca mądrość pospólna. —
Poruszył Dr Pawełek złoża ruchliwe łupieżu pazurowym radiem — i trzebaby szaleńcem być, aby to zsypywanie się mączne porównać do opadających płatków jabłoni! — przysunął się z szurgotem, nie wstał, więc wszystkie gnaty w krześle trzasnęły — przerzucił lewą rękę z brzucha do kieszeni spodni i począł się namiętnie drapać — wreszcie rzekł cicho, pod szloch:
— ty Cyprjan — ja, widzisz, oponuję, ja się, widzisz, boję, że jak ten twój komunizm nadejdzie to mnie i córkę
(— o żonie nie wspomniał, nie wierzył w możliwość jej śmierci —)
postawią pod stienku i rozstrzelają mnie; dla mnie komunizm to, masz rację, loch czarny i krwawy z mózgiem na ścianie — — a ja chcę mieć domek własny, moje ikony, kwiaty i córkę chcę wychować na dobrą katoliczkę — i sam do kościoła chcę chodzić, a wybyście mi kino zrobili z kościoła, muzeum z bazyliki; — to jest moja prawda: ja się boję, — w państwie faszystowskim to ja mordę na guzik i w spokoju dożyję sędziwych lat —
Zamilkł.