Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


to naprzykład wyprawia taka tse-tse! — zauważenia te krzepiły go narówni z wyborową (biała etykieta ze złotem).
Tak to więc teraz siedzi przy łóżku szpitalnym — szeroko rozstawił nogi aby to brzucho mogło se wygodnie spocząć na słabiźnie i wczesnych udach — Cyprjanowi przypomniało się niemal cynicznie przysłowie ludowe: witaj brzusiu, żegnaj kusiu — a Pawełek podrapał się olbrzymim pazurem po ciemieniu co wywołało w gęstwie najeżonych włosów poruszenie molekularne i natychmiastowa śnieżną zawieję łupieżu, który momentalnie zasypał kołnierz i ramiona tak jak śnieżyca zasypuje porą zimową łany i wzgórza, pociągnął nosem i zakaszlał desperacko.
Pierwszy kwadrans rozmowy był dla nich zawsze nijaki; badawczy i podejrzliwy; po obu stronach wrogi. Albo zamilkali nieporadnie, albo z punktu stawiali kwestie na ostrzu rzeźnickiego noża: najagresywniej; w tonacji zresztą dość spokojnie i prawie z uśmiechem; z poczuciem sadystycznym, że sobie dokuczają, z zamiarem aby dokuczyć najdotkliwiej.
W miarę posuwania się w lesie słów rozkrochmalali się — czynili sobie wzajemne ustępstwa; tak na oko przynajmniej!
No i tak:
— jakże tam z twym zdrowiem — ? —
— dziękuję, wystarczy —
— jakoś odmłodniałeś czy co —
— takie leżenie długie, uważasz, wydelikaca —
Jeden chrząknął, drugi westchnął.