Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tał: no — no — no — no!! — Doktór Szpasio miał dobre i czułe serce; pozatem wiedział, że doczesne życie to marność i proch, tylko wieczność i zbawienie warte jest zachodu.
Sam już wygląd jego wzbudzał zaufanie; twarz nalana o rysach starej, czerstwej babci, bezzębny, z dwoma jedynie kłami złotymi, co dla nieświadomych przyczyn tego faktu było zgoła nierozumne a nawet dziwaczne. Przyjaciele dra Pawła jedynie wiedzieli, że od dwudziestu lat nosi się z zamiarem wstawienia sobie zębów, a te dwa to miały być słupy fundamentalne pod tę budowę. Czoło miał pofałdowane podłużnymi kreskami, włosy nisko po chłopięcemu narosłe, na jeża, tłuste i lepkie, niemniej osypujące się sutym łupieżem na kołnierz munduru; bo w mundurze zawsze dr Szpasio; w mundurze, lecz, po prawdzie mówiąc, brak mu było owej szlachetnej postawy bohaterskiego wojownika; na niskim ciele, nadmiernie wypuczonym w okolicy brzucha i pośladków — mundur wydawał się raczej groteskowym pomysłem karnawałowym; był nie na miejscu. Poza tym właściciel jego nie dbał o tę właściwą bohaterom, czystość, szykowność i fasonowość zewnętrzną; mundur dr Szpasia był brudny, prawie tak brudny jak jegoż ręce, rzadko i pobieżnie zwilżane wodą; na punkcie paznokci był Pawełek bardzo liberalny; rosły jak chciały, były długie, bardzo długie, pożółkłe od tytoniu, z dużymi czarnymi półksiężycami brudu; to był jego jedyny, choć przecież przekonywujący liberalizm. Przepisami higienicznymi gardził w tej samej mierze jak żydami: Marksem, Freuden i Einsteinem, marzył o załadowaniu ich na