Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


odczepnego, taki, wiecie, wojenny doktór, możecie sobie wyobrazić! — Do lekarstw zaufania nie miał, do jednej aspiryny no to jeszcze, czasem togal; więcej nic; absolutnie; — z medycyną łączyła go właściwie tylko pogarda dla niej. Poza tym był dobrym lekarzem: wlewał w chorych otuchę; przy najcięższych schorzeniach, mogła to być gruźlica, tyfus, meningitis, ospa — mówił do chorego, lub, jeśli ten był nieprzytomny, do otoczenia: — e, to nic nie jest, wyspać się tylko i przejdzie, na noc radzę dwa proszki aspiryny i już; gorączkę ma, to widać — ile miał w południe —? czterdzieści? — e, to nic nie jest, gdyby czterdzieści jeden, dwa, no, nie mówię, ale czterdzieści? — po aspirynie spadnie, dobrze by też było, żeby sobie różaniec odmówił, albo nowennę, to uspokaja, a nic tak chorego na nogi nie stawia jak spokój; mam tu nawet taką bardzo skuteczną nowennę do świętego Aldebranda, i ten obrazek panu (pani) zostawię, niech go sobie (mu) pan (pani) włoży pod poduszkę.
Czasem tego sumiennego i tak bardzo upewnionego lekarza ogarniało zwątpienie w stuprocentową skuteczność swej tak prostej i wzniosłej wiedzy lekarskiej — wtedy doradzał księdza, koniecznie, i, żeby wybrać moment przytomności chorego, żeby się mógł wyspowiadać i świadomie na śmierć przygotować. O to dr Szpasio dbał bardzo; przychodził w takich krytycznych okresach po kilka razy dziennie — i w najstosowniejszym momencie biegł po księdza. Podczas spowiedzi pacjenta — chodził w przyległym pokoju uradowany, wesoły i szczęśliwy; zacierał ręce, uśmiechał się do siebie i szep-